22 mar 2017

Epilog - Kocham Cię, Livvie


Justin POV:

Mówi się, że czas leczy rany. Każda mijająca sekunda, minuta, godzina, pozwala zapomnieć o przykrych i bolesnych chwilach. Byłem pewny, że w naszym przypadku będzie dokładnie tak samo. Miałem złudną nadzieję, że Livvie będzie w stanie zapomnieć o tym, co jej zrobiłem i pozwoli nam stworzyć wspólną przyszłość. Po jej powrocie wszystko się zmieniło, ja się zmieniłem. Brałem leki, nie miałem napadów i nie podniosłem na nią ręki przez pół roku, które upłynąło. Nic innego oprócz niej się dla mnie nie liczyło, była najważniejsza i zrobiłbym dla niej wszystko. Obserwowałem, jak przechodzi przez piekło, po wyjściu ze szpitala. Jak zmaga się z depresją, wspomnieniami i koszmarami, które nawiedzały ją niemal każdej nocy. Było mi ciężko, ponieważ kobieta mojego życia tak bardzo cierpiała, a ja nie mogłem jej pomóc. Wspierałem ją, jak tylko potrafiłem. Przytulałem, dodawałem otuchy, całowałem. Chciałem, aby miała świadomość, że zawsze jestem obok niej i może się wygadać. Wyrzucić z siebie ten smutek, rozpacz, tęsknotę za rodziną. Często mi się zwierzała, ale jeszcze częściej oddalała się ode mnie, zamykała w sobie i płakała. Ciągle płakała, a moje serce za każdym razem rozrywała ogromna siła. Cierpiałem razem z nią i gdybym tylko mógł, zabrałbym od niej to, co sprawiało, że była tak niespokojna. Livvie była przecież taka dzielna, świetnie sobie ze mną poradziła, kiedy byłem jeszcze w szpitalu, a jednak posypała się w drobny mak, po tym, co musiała przejść. Przeze mnie. 


Po dwóch, może trzech miesiącach, po wyjściu ze szpitala zaczęła wracać do życia. Z racji, że wciąż się ukrywaliśmy, nie mogliśmy się wychylać i skorzystać z pomocy psychologa. Byłem nim ja, oraz Tim, z którym rozmawiała zdecydowanie częściej. Widziałem, jak bardzo ją wspiera. Tłumaczył jej, że jest silną kobietą i poradzi sobie z tym, co musiała przejść. Czułem się winny, ponieważ cierpiała z mojego powodu, to ja sprowadziłem na nią ten syf. Od samego początku, kiedy tylko zobaczyłem ją w szpitalu, aż po zabranie jej ze sobą po ucieczce. Raniłem ją, jej cudowne ciało i chociaż wtedy moja choroba była w stanie krytycznym, potem wszystko falami do mnie wracało. Jakby ktoś puścił film z moimi uczynkami. Nigdy nie będę w stanie wybaczyć sobie tego, jak traktowałem kobietę, którą tak bardzo kochałem. Livvie mówiła, że wybaczyła mi to, ale nie byłem pewny, czy w to wierzyłem. Czy coś takiego można  w ogóle wybaczyć? Przecież jest taka krucha, a ja nie miałem dla niej litości. Nie chciałem wciąż wracać do przeszłości, ponieważ nasze życie zmieniło się i wyprostowało. Te pierwsze kilka tygodni było naprawdę ciężkie, jednak mijający czas zacierał rany i wspomnienia. Livvie zaczęła się częściej uśmiechać, rozmawiać ze mną, przytulać. Dopuściła mnie do siebie i garściami czerpałem to, co chciała mi od siebie dać. To jej dobro było na pierwszy miejscu.

Livvie zaczęła kontaktować się ze swoją rodziną. Na początku każda rozmowa spychała ją na sam dół, a bolesne wspomnienia ponownie wracały. Chciałem jej tego zabronić, ale nie miałem do tego prawa. To jej rodzice i mimo wszystko powinna mieć z nimi kontakt. Szkoda, że to wcale nie było takie proste. Livvie miała do nich żal, że wtedy zostawili ją w szpitalu. Wiele razy mówiła mi, jak potwornie się z tym czuła. Była osamotniona, zostawiona w miejscu, którego nienawidziła i którego bardzo się bała. Chciała wrócić do domu, do bezpiecznego azylu, w którym mogła dojść do siebie. Rodzice postanowili inaczej i miała spędzić tam jeszcze trzy tygodnie, które z pewnością spowodowałyby nieodwracalne zniszczenie w jej głowie. Livvie nie była na to odporna i sam czułem złość, że jej stamtąd nie zabrali. Oczywiście tak czy siak wróciłaby do mnie, ale w domu miała szansę odzyskać utracony spokój. Nigdy nie powinni odwrócić się od niej plecami, nawet, jeśli sami uważali, że powinna tam zostać. Mogli zrobić cokolwiek, przenieść ją do Los Angeles i tam leczyć, a oni po prostu wyjechali. Właśnie tego Livvie nie mogła im wybaczyć. Mimo to dzwoniła do nich regularnie, płakała w słuchawkę, czasami krzyczała, że nienawidzi ich za to, a za chwilę wyznawała, jak cholernie ich kocha. Widziałem na własne oczy, jak bardzo była rozchwiana emocjonalnie, zniszczona. Chyba nawet podziwiałem ją, że całkowicie się jeszcze nie załamała. Była bardzo dzielna, chociaż temu zaprzeczała. 

Kiedy wróciła do siebie i jej stan się poprawił, cieszyłem się każdą chwilą, którą mogłem z nią spędzić i byłem najszczęśliwszym facetem pod słońcem. Miałem przy sobie miłość mojego życia, najlepszego przyjaciela i to mi wystarczyło. Do czasu, kiedy pewnego dnia szczęście zmieniło się w koszmar. Sam do końca nie wiem, co się wtedy wydarzyło, jednak ten dzień zmienił wszystko. Pamiętam to jak przez mgłę, chociaż nie minęło dużo czasu, zaledwie dwa miesiące. Była sobota. Jak zawsze wstałem przed Livvie, aby zrobić jej ulubione naleśniki z jagodami i zanieść wprost do łóżka. Uwielbiała jeść w weekendy w łóżku, rozmawiać i wsłuchiwać się w szum morza. Tym razem weszła do kuchni, kiedy właśnie układałem wszystko na talerzu i czułem, że zaraz stanie się coś złego. I stało się. Nie patrzyła mi w oczy, kiedy prosiła, abym pozwolił wrócić jej do domu. Nie patrzyła mi w oczy, kiedy tłumaczyła, że musi to zrobić. Każde jej słowo cięło moje biedne serce na pół, ale nie byłem tym samym człowiekiem, który gnębił ją w szpitalu, porwał i ranił. Zmieniłem się i musiałem pozwolić jej odejść. Wiedziałem, że już nigdy więcej jej nie zobaczę, stracę ją na zawsze, mimo to przytaknąłem głową, a Livvie się rozpłakała. Mówiła szybko, chaotycznie i ledwo ją rozumiałem. Kilka razy wyłapałem "kocham Cię", "przepraszam", "to tylko na jakiś czas". Próbowałem się skupić, ale jedynie wpatrywałem się w ścianę i nic nie czułem. Dosłownie nic. Jakbym podświadomie wyłączył w sobie wszelkie uczucia. 

Tego samego dnia kupiłem jej bilet na samolot. Lot był następnego dnia, jednak to Tim odwiózł ją na lotnisko, ja nie byłem w stanie. Doskonale wiedziałem, że mógłbym się złamać i zakazać jej wsiąść na podkład samolotu. Wciąż płakała i powtarzała, że mnie kocha. Teraz już wcale nie byłem tego taki pewny, skoro mnie zostawiała. Mimo to, Livvie miała prawo do własnego życia, zasługiwała na nie. Nie mogłem jej zatrzymać, ponieważ byłem "innym" Justinem. Zwróciłem jej wolność, którą tak brutalnie jej odebrałem. Livvie odeszła, ja zostałem. Załamany, zdruzgotany, jednak czułem, że postąpiłem słusznie. Kochałem ją ponad wszystko na świecie i jej szczęście było dla mnie najważniejsze. Skoro tak zdecydowała, uszanowałem jej wybór.

Teraz, po dwóch miesiącach praktycznie nie istnieję. Nie ma we mnie już życia, nie ma celu, którym była właśnie ona. Nie odezwała się słowem, nie napisała. Czekałem na jakikolwiek znak, jednak na próżno. Oznaczało to definitywny koniec i musiałem się z tym pogodzić. I tak oto moje myśli doszły to kulminacyjnego punktu. Wczoraj, kiedy siedziałem na plaży i podziwiałem przepiękny zachód słońca postawiłem, że przyszedł czas zakończyć swoje marne życie. W dzieciństwie przeszedłem przez piekło, które zgotował mi własny ojciec. Zepsuł mnie, skrzywdził i na zawsze odmienił mój los. Kiedy pojawiła się Livvie, odzyskałem wiarę, że jeszcze nie wszystko jest stracone. Pokazała mi, jak piękne jest życie i jeszcze mnóstwo cudownych chwil przede mną. Była moim światełkiem w tunelu, nadzieją na lepsze jutro, sensem życia. Teraz, kiedy jej zabrakło wszystko przepadło. Nie czułem potrzeby, aby kontynuować swój marny żywot. Dla kogo miałem się starać? 
Zmieniać? Dla kogo uśmiechać? Wstawać rano z łóżka?  Zostałem sam, bo na to zasłużyłem. Doskonale wiedziałem, że jest to moja kara za popełnione grzechy. Przeżyłem z Livvie cudowne chwile, chociaż były przepełnione jej cierpieniem i bólem. Mimo wszystko moje uczucie do niej przetrwa wszystko, zawsze będzie najważniejsza. Los mnie pokarał, osamotnił i mimo mojej zmiany, było już po prostu za późno. Wydarzyło się zbyt wiele złego i rozumiałem Livvie. Mój maleńki, kochany aniołek musiał odejść, nie zasługiwała na to, co musiała przeze mnie przejść i miałem nadzieję, że jest teraz szczęśliwa. Uśmiecha się, spotyka z przyjaciółmi, wróciła na studia. Pragnąłem tego dla niej. Była cudowną kobietą i chociaż nigdy się nie modliłem, teraz robiłem to kilka razy i prosiłem, aby zakochała się, wymazała mnie ze swojej pamięci i po prostu żyła pełnią życia. Dobrze zrobiła, to była najlepsza decyzja, jaką mogła podjąć. Owszem, rozdzierała moje serce, ale tu nie chodziło o mnie, a o nią.

Kilka minut po północy siadam na łóżku. Wpatruję się w małą fiolkę, którą trzymam w dłoni i uśmiecham się lekko. Jestem spokojny, rozluźniony. Nie mam żadnych obaw, nie czuję strachu. I pewnie mimo złych uczynków spotkam się z ojcem w piekle, jestem gotowy na to, aby stanąć z nim twarzą w twarz. Takie jest moje przeznaczenie, nie zmienię go. Trzeba ponieść odpowiedzialność za swoje grzechy, tak musi być. Może pewnego dnia, w innym świecie będzie dane mi choć na chwilę zobaczyć Livvie? Ponownie ujrzeć jej przepiękny uśmiech, brązowe oczy i usłyszeć, jak śmieje się głośno.
Odkręcam wieczko, wysypuję na dłoń białe kapsułki i wkładam wszystkie do ust. Popijam wodą, kładę się na łóżku i przytulam do siebie poduszkę, która nadal pachnie Livvie. Zamykam oczy, przywołuję w głowie jej twarz i ku własnemu zaskoczeniu, czuję łzy na policzkach. Płaczę za miłością mojego życia, którą utraciłem na zawsze. Już po wszystkim, czas po prostu odejść.
- Kocham Cię, Livvie - szepczę cicho, zaciągam się zapachem poduszki i oddycham głęboko - Zawsze będę, aniołku.



Usłyszysz mnie gdy będę mówić?
Czy odczuwasz ze mną ból?
Próbowałem być tak silny
Myślałam, że nadzieja nadejdzie
Ale Ciebie tu nie ma...






****************************************
I tak oto dobrnęliśmy do końca opowiadania.
Nie ukrywam, epilog miał być zupełnie inny, ale wasze komentarze skłoniły mnie do tego, aby go zmienić.
To nie tak miało być, jednak wyszło jak wyszło.
Zauważyłam, że wiele z was nie zrozumiało do końca tego, co chciałam przekazać. Byłyście skupione na krzywdzie, którą wyrządza jej Justin i na niczym więcej. Nie dostrzegliście, jak bardzo on sam się zmienił właśnie dzięki Livvie. Tak, ranił ją, ale nikt nie dostrzegł, jak bardzo tego później żałował. Nikt nie zwracał uwagi na to, że jest chory. A choroba siała zniszczenie w jego głowie i chociaż wcale nie chciał jej krzywdzić, robił to.
Livvie nie była "głupia", po prostu ślepo wierzyła, że Justin jest dobrym człowiekiem i będzie w stanie mu pomóc. Znosiła cierpienie nie przez swoją głupotę, a wiarę i miłość. Kochała go i bardzo chciała mu pomóc.
Ktoś może napisać, "jak można kochać takiego człowieka"? Cóż, można. Sama byłam z kimś, kto potwornie mnie ranił i minęło dużo czasu, zanim "obudziłam" się i byłam na tyle silna, aby powiedzieć "stop". Zapewne jesteście bardzo młode, nigdy nie byłyście w takiej sytuacji, a wtedy ciężko jest się "wczuć" w postać bohatera.

Pisząc ten epilog, popłakałam się. Dla mnie ich miłość była wyjątkowa, chociaż toksyczna i być może niezrozumiana. Justin był chory, a potrafił tak bardzo ją pokochać. Była dla niego wszystkim i wszystko robił właśnie z myślą o niej. Rozumiał swoje błędy, chociaż choroba nie pozwala mu przestać. A potem został sam, bez celu swojego życia i wolał umrzeć, niż żyć bez niej.
Ten epilog złamał mi serce, dlatego napisałam dla siebie zupełnie inny. Podoba mi się zdecydowanie bardziej :)

Tradycyjnie dziękuję wam za to, że byłyśmy ze mną przy kolejnym opowiadaniu.
Dziękuję za każdy komentarz
Dziękuję za wsparcie
Dziękuję za szczerą opinię
I wreszcie dziękuję ze to, że po prostu "jesteście"

Zostajemy z Marisą, chociaż w zanadrzu mam jeszcze co nieco ;)

Całuję!

Kasia





37 komentarzy:

  1. Omg nie moglas mi tego zrobić 😭😭 oni mieli być szczęśliwi 😭

    OdpowiedzUsuń
  2. Zatkało mnie, słuchaj jeszcze nigdy żadne opowiadanie mnie tak nie zatkało. Nawet nie wiem co mam Ci tu napisać, cholera, płacze dziewczyno, dosłownie płacze ... dziekuje, za kolejne tak cudowne opowiadanie, choć na serio, nigdy żadne zakończenie, jakiegokolwiek opowiadania, nie wprawiło mnie w takie osłupienie, a do tego Twoja notatka na koniec, spowodowała jeszcze większa fale łez .. dziekuje

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeju szkoda mi go :( Proszę opublikuj ten drugi epilog dla niepocieszonych? :( To opowiadanie bylo zupelnie inne od wszystkich i naprawda za nie dziękuję. Oczywiscie bede czytać twoje przyszle prace i zycze powodzenia w dalszym pisaniu :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Moje serce płacze 😭 Często sama już miałam dosyć tej ich relacji, ale tak jak mówisz ten kto sam tego nie przeszedł nie do końca to zrozumie. Mimo wszystko nie rozumiem dlaczego Livvie odeszła po tak długim czasie. Było to pewnie trudniejsze dla nich obojga, Justin miał jednak nadzieję. Wielka szkoda że to się tak skończyło 😕 Tym epilogiem z pewnością mogliśmy bardziej zrozumieć Justina. To temat rzeka w sumie i można tak rozmyślać bez końca 😁 Cieszę się, że to już twoje kolejne opowiadanie, które przeczytałam od początku do końca. Daje do myślenia!

    OdpowiedzUsuń
  5. Rozwalilas mnie...To było piękne a zarazem straszne. Jestem mega ciekawa tego drugiego epilogu. Czy jest szansa że go będziemy mogli przeczytać?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, właściwie to od was zależy, czy chcecie :)

      Usuń
  6. Osobiście bardzo podoba mi się ten epilog Ale też chciałabym zobaczyć drugi.

    OdpowiedzUsuń
  7. No nie spodziewałam się takiego końca. Miałam nadzieję, że Justin zmieni się (co oczywiście się stało :D) i , że on i Livvie będą szczęśliwi. Nie przyszło mi nawet do głowy , że Livvie go zostawi ;(

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie wiem od czego zacząć rycze jak głupia i pomimo tego że przeczuwałam że nie bd razem nigdy nie pomyślałabym że Justin popełni samobójstwo 😭😭
    Dla mnie ten epilog bd zakończeniem tego ff jednak jestem ciekawa drugiego 🤔
    Kaśka kolejne ff razem za nami i cieszę się że nie ostatnie 😍😘

    OdpowiedzUsuń
  9. To zakończenie było zbyt nieoczekiwane . Przyszło nagle , zupełnie nie byłam przygotowana na taki rozwój sytuacji. Dziękuje ci za ten czas który dla nas poświęcasz . Rozumiem ile to wymaga wyrzeczeń ; sama próbowałam i mi się nie udało xd Wiem ile wysiłku kosztuje dopracowanie wszystkiego do perfekcji . Dlatego jeszcze raz dziękuje !
    Jeśli zdecydujesz się na publikacje kolejnego opowiadania to będę zachwycona . Oczywiście dalej jestem bardzo ciekawa losów Justina i Marisy .
    Ps Bardzo chciałabym poznać drugą wersje epilogu, jeśli tylko nie jest dla ciebie zbyt osobista rzecz jasna ;D

    OdpowiedzUsuń
  10. KASIA CZY JA DOBRZE ZROZUMIALAM,ZE MASZ JESZVZE INNY EPILOG?CO TY NA TO,ZEBY SIE ZE MNĄ NIM PODZIELIĆ? ;-)
    ogolnie lowe za to opowiadanie i boże kochalam ich razem:((

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak w ogóle to twoje pierwsze ff, w którym nie ma happy endu, jestem zaskoczona

      Usuń
    2. Tak, mam inny epilog. Szczerze mówiąc, to nawet dwa hahaha :P
      Cóż, dla mnie ich historia nie miała się tak skończyć, dlatego postanowiłam napisać jeszcze inny epilog :)

      Jeśli chcesz, mogę się podzielić. Brałam pod uwagę to, że nie każdemu ten przypadnie do gustu, a ja zawsze jestem "ubezpieczona" na takie przypadki :P

      Fakt, to moje pierwsze ff, które nie ma happy endu :(

      Usuń
    3. kochaniutka oczywiście,ze chce!!czekam z niecierpliwością 😎

      Usuń
  11. Pierwszy raz nie kończysz opowiadania takim typowym happy endem, chyba że się mylę....

    OdpowiedzUsuń
  12. Płacze ,jejku tak płacze...Doslownie czuje ten bol jaki czul Justin.😭😭Dziewczyna za kolejne opowiadanie ,które poruszylo moje serce💟💗

    OdpowiedzUsuń
  13. O mój Boże. Muszę zebrać myśli do kupy i się uspokoić, bo ryczę jak głupia... Po tym co pisałaś na asku, że nas zaskoczysz tak naprawdę spodziewałam się epilogu, ale ZDECYDOWANIE nie takiego. Ten koniec mimo, że jest tragiczny i mimo tego, że nienawidzę cie w tym momencie, bo jutro na ważnym występie bede wyglądała jak gówno to, to nadal jest sztos, OGROMNY. Okej, jestem wstrząśnięta i nie mogę się wysłowić. Widać, że ta historia ma dla ciebie duże znaczenie i że w pewnym sensie utożsamiasz się z nią, i może to sprawia, że jest taka dobra plus oczywiście twój talent literacki. Jestem na skraju przepaści, bo tak naprawdę nie wiem czy bardziej kocham, czy nienawidzę takiego końca. Chciałabym zobaczyć jak chciałaś zakończyć ich historię od samego początku. Ściskam /K

    OdpowiedzUsuń
  14. Tak bardzo chcialabym poznac ten drugi epilog ,bo ten zlamal mi serce💔😭😭

    OdpowiedzUsuń
  15. Dziękuję za to ,ze tyle emocji wlozylas w to ff💟

    OdpowiedzUsuń
  16. Popłakałam się, na samym początku nie byłam przekonana do tego opowiadania, dopiero po jakimś czasie zaczęłam czytać. Ich miłość tak jak napisałaś była toksyczna ale oboje się kochali. Koniec mnie tak naprawdę zdziwił, inaczej to sobie wyobrażałam.
    Kasiu kolejne opowiadanie za nami, przekonałam się do przeczytania My sweet Livvie i nie żałuję. Mam nadzieje że będzie jeszcze ich kilka lub kilkanaście xD
    Całuje :*

    OdpowiedzUsuń
  17. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  18. Boże czytałam to opowiadanie w autobusie i tak ciężko bylo mi nie płakać...miało byc tak pięknie :( szkoda ze ni wiemy co jest teraz z lievie. Mam nadzieje ze jednak dasz nam przeczytać ten 2 " zapasowy " Epilog :)
    Dziękuję ci za wszytko...tak pięknie piszesz tyle emocji wkładasz w to opowiadanie zw szok 😍 przeczytałam każde Twoje opowiadanie i mam nadzieje ze jeszcze coś będzie 😊 serdecznie pozdrawiam
    Paula 💕

    OdpowiedzUsuń
  19. Oczywiscie jak zawsze swietne! A moze teraz Marisa 2 razy w tyg ? :)
    -Paulina

    OdpowiedzUsuń
  20. A jesli podam email to wyslesz mi swój epilog? Proooszę :***
    daisy.mccann.belieber@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  21. Popłakałam sie 😭😭😭😭
    To było piękne że można tak kogoś pokochać mimo ranienia...
    Chciałabym poznać jeszcze tem drugi epilog... Kocham twoje opowiadania 💕

    OdpowiedzUsuń
  22. Nie mogę uwierzyć. ..popłakałam się. ..ja chciałam żeby oni na zawsze byli razem szczęśliwi! Oni się kochają! Nie może się to tak skończyć. ..ja bym bardzo chciała przeczytać ten drugi epilog..mimo wszystko wole happy endy! Bardzo mnie zaskoczyłas, nawet przez myśl mi nie przeszło ze tak to się może skończyć :( czekam na drugi epilog , który się skoczy lepiej ;)
    Dziękuję Ci za kolejne wspaniałe opowiadanie, mam nadzieje ze będę mogła być z tobą przez kolejne 10 opowiadań ;)

    OdpowiedzUsuń
  23. Nie wierze ze to już koniec :(
    Nie wiem co napisać to było super opowiadanie, pełne zwrotów akcji a takiego zakończenia się nie spodziewałam myślałam że będzie "żyli długo i szczęśliwie".
    To co zrobił Justin ( matko) jak on kochał Livvie szkoda ze nie udało im się być razem.
    ***Kasia K.

    OdpowiedzUsuń
  24. W podświadomości czułam, że opowiadanie właśnie tak się skończy. Cóż cieszę się jednak, że Livvie przejrzała na oczy. A może napiszesz jeszcze jeden epilog, tylko z perspektywy Livvie?
    Pozdrawiam,
    Kama

    OdpowiedzUsuń
  25. Nie wiem nawet co napisać, odebrało mi myślenie, przeszedł ogromną zmianę skoroo pozwolił jej odejść! powtórzę Ci cios jeszcze raz! twoje dzieła nadają się na książkę, nie taką na blogu,taka prawdziwą papierową i byłaby najlepszym bestsellerem roku! Czekam na kolejną historię stworzoną przez najlepsza osobę która pisze najleosze opowiadania, nie znalazłam lepszych... Powodzenia w daleszym pisaniu! Super wyobraźni i poprostu chyba dziękuję za kolejne mile spędzone wieczory 😃

    OdpowiedzUsuń
  26. O matko, popłakałam sie jak głupia �� zakochałam się w Livvie i Justine od pierwszego rozdziału i nie rozczarowałam się, pomimo takiego zakończenia. Czytam twoje opowiadania od samego początku, a każde kolejne co raz bardziej mnie zaskakuje i dziękuję Ci za to ❤ Życzę weny i czekam z niecierpliwością na kolejną świetną historie ��
    **Lambiance

    OdpowiedzUsuń
  27. Jeju kochana , to ja dziekuje za poswieciny czas , szczerze mówiąc nie czytalam twoich "pierwszych" opowiadan , nie pamiętam nazwy ale zaczelo sue na tym o Justin bokserze i "bezdomnej" dziewczynie która przygarnal byla tam ari jako zly charakter i zakochalam sie w tym opowiadaniu , kiedyś opisywalan jedno ff mojej przyjaciółce bylo o pijanym ojcu który krzywdzi swoja córkę i moja przyjaciółka sie spytala "skad wiesz ze ta osoba nie opisuje tego co sama przezyla? " twoje opowiadania to pasja , widac ze piszesz je lekko i plynnie kocham to w tw stylu pisania , wyglada jakbyś nigdy nie miala dość , mowi sie ze "sztuka" nie wywodzi sie ze szczęścia i jestem prawie pewba ze duzo w życiu przeszlas mam nadziej ze odnalazlas swoje szczęście i mam nadzieje ze kiedyś osiągniesz z tego slawe pozainternetowa zeby duzo więcej osób dowiedziało sie o tb i o tw opowiadaniach bo masz cholera talent! Wykorzystaj go! Serio liczę na to że kiedys bede mogla kupić twoja ksiazke :D mam nadzieje ze wena będzie do cb naplywac z każdym dniem i nocą . Jesteś jedną z moich ulubionych "pisarek", bo masz to cos w tyn stylu , tw ff maja tą głębię ,której brakuje wielu , wykorzystaj to :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, dziękuję Ci za te słowa. Wzruszyłam się :')
      Tak, co nieco przeżyłam i to jest zawarte w moich opowiadaniach. Dlatego nie zawsze są dobrze rozumiane. Ale jak już pisałam, trzeba pewnych rzeczy doświadczyć na własnej skórze, aby je pojąć.

      Cóż, mój styl pisania jest dość prosty, jednak zawsze staram się zawrzeć w treści emocje danych bohaterów. Tak, odnalazłam swoje szczęście i jestem naprawdę szczęśliwą osobą :)

      Co do "poza internetową sławę" to raczej wątpię. Kilka osób już mi pisało o książce, ale nie czuję, aby to był na nią dobry materiał :)
      Mimo wszystko dziękuję za ten komentarz. Dodał mi kopa do dalszego pisania :)
      Ściskam! ♥

      Usuń
  28. Dodaj ten druuuuuugi!

    OdpowiedzUsuń
  29. Płacze i nie mogę się uspokoić.

    OdpowiedzUsuń
  30. Kurdeee! Z góry przepraszam,że na tym opowiadaniu byłam tak mało aktywna ale będę szczera, początkowo przypadło mi do gustu, byłam zaciekawiona a później ta ciekawość opadała, czytałam żeby czytać, dalej mialam w sobie jakąś nutke zainteresowania ale to nie było to "cos". Pół godzinki temu siadłam, wzięłam telefon i weszłam tutaj,nadrobiłam zaległości i dotarłam do końca😏 Coz moge powiedzieć, chyba tylko tyle, że cudownie poprowadziłaś ich losy pod koniec opowiadania. Jestem pod wrażeniem tez ze nie było happy endu i zdaje mi się, że trochę jest mi z tego powodu smutno bo zawsze było wielkie love i Olcia nie jest przyzwyczajona eh. Z miłą chęcią przeczytam drugi epilog, mogłabyś mi go jakos udostępnić?😊🍀

    Buziaki 😘

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Drugi epilog jest w archiwum po prawej stronie ;)

      Usuń

Template made by Robyn Gleams
Header made by Vanes